Wydawnictwo Port przygotowało prawdziwą ucztę czytelniczą. Książka Hamptona Sidesa „Na szerokim, szerokim morzu” to relacja z ostatniej wyprawy kapitana Jamesa Cooka, zakończona niefortunnie, bo śmiercią głównego bohatera.
To książka wybitna pod wieloma względami. Po pierwsze, autor znakomicie panuje nad historycznym materiałem, widać jak wiele wysiłku włożył w dotarcie do dokumentów, potrafił dotrzeć do niezwykle rzadkich materiałów. Po drugie, z zebranego plonu potrafił stworzyć arcydzieło, książkę, którą czyta się od deski do deski, choć materia nie jest to łatwa i stawiająca przed autorem wysokie wymagania. Po trzecie wreszcie Sides znakomicie na podstawie tych materiałów potrafił ożywić przeszłość, stworzyć narrację wiarygodną, a zarazem niezwykle przystępną w lekturze. To nie jest beletrystyka, autor zgrabnie porusza się po dokumentach tworząc barwną, pełną zwrotów akcji, opowieść. Doskonale wczuwa się w realia życia na statku, przybliża czytelnikowi zawiłości procedur rządzących życiem ówczesnych marynarzy, zarówno w morzu jak też podczas postojów w portach i na kotwicowiskach. Nie szczędzi opisów obyczajów odkrywanych ludów, ich wierzeń i przesądów. Pochyla się nad opisami geograficznymi, zagląda przez ramię Cooka do kabiny nawigatora śledząc jego poczynania.

Po lekturze tej pozycji czytelnik wie dużo więcej, a przy tym ma szansę obcować z literaturą naprawdę dużego kalibru, gdzie wszystko jest uporządkowane, czytelne, gdzie narracja jest wartka i wciąga odbiorcę od pierwszej strony.
Dawno nie było na naszym rynku księgarskim publikacji tak rzetelnie portretującej Jamesa Cooka, kapitana, przewodnika potrafiącego znaleźć się w każdej sytuacji, zarówno podczas sztormów, gdy demonstrował daleko idący dystans od codzienności łagodząc tym napięcie pod pokładami jak też podczas kontaktów z tubylcami na odkrywanych lądach . Uwagę zwraca jego ciekawość świata, chęć poznawania obcych kultur, stosunek do poznawanej ludności, który w ostatniej wyprawie pozostawiał wiele do życzenia. Zachowanie kapitana budziło niezrozumienie jego podwładnych, Cook demonstrował huśtawkę nastrojów, bywał surowy i kapryśny, co wcześniej nie zdarzało się, a co tworzyło mur pomiędzy nim a oficerami i resztą załogi. Sides nie kusi się na udzielanie odpowiedzi na liczne pytania dotyczące postawy Cooka wobec podwładnych i zagadkowe czasem decyzje związane z wyborem trasy rejsu. Nie jest bezkrytycznym apologetą kapitana, potrafi spojrzeć na niego krytycznie jak choćby z kwestii zakładania wysmakowanych ogrodów wszędzie tam, gdzie dotarła jego ekspedycja. Stawia pytania, pokazuje szerszy kontekst problemu, ale zarazem zmusza czytelnika do poszukiwań, przemyśleń i pogłębionej refleksji. Nie sili się na tanie recepty i proste odpowiedzi na trudne pytania, nie narzuca swego zdania, pozostaje na uboczu choć nawet przez chwilę odbiorca nie ma wątpliwości, że jest to świadomy zabieg autora. W tym tkwi siła jego ostatniej książki, że zostawia pole do interpretacji czytelnikowi.


I jeszcze słowo o warstwie wydawniczej. Przekład Adama Olesiejuka to majstersztyk, zarówno w sferze narracji jak też zgłębienia marynistycznej terminologii. Staranna redakcja wykluczyła wpadki, książka jest praktycznie bez wad. Szata graficzna jest nienaganna, wysmakowany papier, całość tworzy wielkie dzieło sztuki edytorskiej.
Hampton Sides, „Na szerokim, szerokim morzu – Ostatnia wyprawa kapitana Cooka” Tytuł oryginału: „The wide, wide sea”, przekład Adam Olesiejuk, Wydawnictwo Port, Warszawa, 2025 r.
fot. Wikimedia commons/ domena publiczna











