100 lat żaglowca „Peking”

100 lat żaglowca „Peking”

Równo 100 lat temu, 25 lutego 1911 roku w hamurskiej stoczni Blohm und Voss zwodowano 4-masztowy bark „Peking”, który zbudowany został do obsługi linii południowoamerykańskiej. W 1921 roku został przekazany Włochom jako odszkodowanie za szkody wojenne, później był wykorzystywany w Anglii jako szkoła kadetów.

W 1974 roku został uratowany ze złomowiska i przekazany do nowojorskiego South Port jako element ekspozycji, a w 2016 roku sprzedano go do Hamburga, gdzie po zakończeniu 3-letnich prac remontowych stał się w 2020 roku opzdobą miejscowego portu pełniąc rolę statku-muzeum. To jeden z najbardziej znanych i niezwykłych żaglowców ery windjammerów. Podczas 109-letniej służby żeglował zaledwie 20 lat, Atlantyk pokonał na holu i w ładowni oceanicznego holownika, statkiem-muzeum był lat prawie 40. Jesienią, kosztem prawie 40 milionów euro, powrócił do Hamburga, w którym ponad wiek temu został zbudowany. Tam stał się jedną z największych morskich atrakcji miasta.

Zwodowano go w 1911 roku w hamburskiej stoczni Blohm & Voss, w lutym statek będzie obchodził 110. urodziny. Dla jego armatora, Carla Leisza, była to 84. jednostka słynnej floty, ale nie dla chwały została ona zbudowana, ale do ciężkiej pracy w morzu. Kosztowała 690 tysięcy marek, kwotę zawrotną jak na tamte czasy, ale doświadczony właściciel floty żaglowców wiedział, że jest to dobra inwestycja. W tym samym czasie zbudowano także bliźniaczego „Passata”, co wpłynęło na obniżkę kosztów i przyspieszenie prac stoczniowych. Obydwa statki zbudowano ze stali, co sprawiło, że były to ciężkie, ale solidne żaglowce, zdolne do podejmowania żeglugi w każdym rejonie świata.

Kapitanem żaglowca został Joachim Hans Hinrich Nissen, doświadczony żeglarz, który był świetnym nawigatorem, ale też bardzo surowym dowódcą. Przesiadł się z 5-masztowgo barku „Preussen” i nowy, 4-masztowy statek wydawał mu się niewielkim. Już w czerwcu tego samego roku „Peking” wypłynął do Valparaiso po ładunek saletry. To był wówczas dochodowy interes, rozwijająca się gospodarczo Europa potrzebowała surowców, a żaglowce Leisza gwarantowały szybką i terminową dostawę. Pierwszy rejs to okres poznawania statku, wyciskanie jego maksimum rozpoczęło się rok później. Z Hamburga, a precyzyjnie rzecz ujmując, z Kanału La Manche, do portów chilijskich (Valparaiso, Taltal, Talcahuano, Iquique i Mejillones) Nissen potrafił dotrzeć po 70 dniach żeglugi przez Przylądek Horn, a ta sztuka udawała się niewielu kapitanom. Do tego statki Leisza uchodziły za bezpieczne i dobrze wyposażone, ponadto armator nie oszczędzał też przesadnie na liczebności załóg, co czyniło żeglugę szybszą i bardziej bezpieczną. W sierpniu 1914 roku, już pod dowództwem Heinricha Oellricha, „Peking” został niespodziewanie zatrzymany w Valparaiso i internowany. W Europie pod koniec lipca wybuchła wojna, jednostka pod niemiecką banderą została unieruchomiona. Załoga była przekonana, że po szybkim wyjaśnieniu wątpliwości, statek zostanie uwolniony, ale stało się inaczej, postój w chilijskim porcie potrwał aż 6 lat, do 1920 roku. W morze wyszedł ponownie dopiero 6 października, a celem podróży był Londyn. Wkrótce „Peking” padł ofiarą wielkiej polityki, w ramach wojennych odszkodowań został przekazany Włochom.

Włoski armator potraktował ten dar jako kłopotliwy prezent, nie wiedział, co z nim zrobić, pozostawił więc jednostkę w Anglii i czekał na rozwój wydarzeń. W morze statek nie wypłynął przez kolejne lata. W roku 1923 Leisz postanowił odkupić statek, zaoferował kwotę 8,5 tysiąca funtów i ku jego zaskoczeniu, propozycja została przyjęta. Kapitan Oellrich powrócił na mostek, większość starej załogi także, toteż nic dziwnego, że statek z miejsca nawiązał swymi rezultatami do rekordów sprzed lat. Po wypadku z 1925 roku, w którym ucierpiał kadłub statku, Leisz stracił sentyment do „Pekinga”. Winą za awarię wyłączającą statek ze służby na kilka miesięcy obarczył kapitana, ten jednak nie poczuwał się do odpowiedzialności. Wypadek miał miejsce podczas manewrów portowych, obracający się żaglowiec złapał wiatr i jego manewr wymknął się spod kontroli. Na drodze obracającego się statku znalazły się latarnie portowe, które zgodnie zostały ścięte przez stalowy bukszpryt, ale ucierpiały także okoliczne magazyny. Na pokład w roli kapitana powrócił Hinrich Nissen, załoga została częściowo wymieniona, a na pokład wróciły stare porządki. Do 1927 roku „Peking” pływał niestrudzenie do Chile, ale następnie został poddany modyfikacji. Pokład rufowy wydłużono o 10 metrów, przebudowano też wnętrza, a wszystko to w imię zmiany przeznaczenia jednostki. Koniec wożenia saletry i ptasiego guano do Europy, koniec śmierdzących i niebezpiecznych ładunków.  Od 1927 roku „Peking” stał się statkiem szkoleniowym z możliwością przewożenia ładunków. W praktyce oznaczało to transportowanie żagli i elementów wyposażenia na potrzeby innych jednostek armatora pracujących w świecie, pełnił zadania szkoleniowe dla adeptów sztuki morskiej terminujących w firmie Leisza. Załoga składała się teraz z 31 marynarzy i 43 kadetów. Ten pomysł okazał się nie do końca trafiony, wkrótce bowiem okazało się, że światowy kryzys dotknął także branże cargo i konieczne były redukcje. Leisz zrezygnował z „Pekinga”, sprzedał go w 1932 roku za 6250 funtów, a szczęśliwym nabywcą okazała się Shaftesbury Homes and Arethusa Training Ship Co. Statek odholowano do Anglii i przebudowano na jednostkę szkoleniową, mogącą pomieścić nawet 300 kadetów, oczywiście nie w długim rejsie, ale na jednodniowe wypady. Te wypady wkrótce okazały się jednak uciążliwe i „Arethusa”, bo tak teraz nazywała się statek, zacumowała na dobre w porcie. Nowy właściciel dokonał także zmian w konstrukcji statku, piaskowy balast zamienił na wylany w zęzie beton, co stabilizowało statek, ale uniemożliwiło jego konserwację. Betonowa podłoga ułatwiała życie nie tylko władzom szkoły, ale także kadetom, bowiem zbudowano tu wiele małych pomieszczeń z betonową podłogą, łatwą do utrzymania w czystości i praktyczną w nowej roli statku. Dobudowano nawet pokład, zadaszając dotychczasowe śródokręcie, wszystko w imię funkcjonalności. Dawne klasyczne linie żaglowca zniknęły gdzieś w wyniku tyleż pospiesznych, co nieprzemyślanych modyfikacji, na pierwszy rzut oka trudno było chyba poznać dawną chlubę Leisza.

Po wybuchu wojny statkiem zainteresowała się Royal Navy, która przejęła jednostkę i odholowała do Salcombe. „Peking” wrócił do pierwotnej nazwy, aby nie mylić go z „Arethusą” pływającą już pod wojenną banderą Anglii. Służba ta polegała na zapewnieniu miejsc noclegowych marynarzom oczekującym na zamustrowanie na okręty, jednostka służyła za hotel dla oficerów zatrzymujących się w Salcombe. Po zakończeniu wojny statek oddano z powrotem szkole, która ponownie przebudowała wnętrza, zmieniła nazwę na „Arethusa” i oddała we władanie kadetom marzącym o służbie na morzu. Pracowite lata mijały, a dawny „Peking” już nie wypływał w morze, stał uwięziony na cumach i tylko kolejne prace malarskie pozwalały przywrócić mu dawny blask. A jednak lata stania w słonej wodzie zrobiły swoje, samo malowanie to jeszcze zbyt mało. Szkoła nie mogąc sobie pozwolić na kosztowny remont, zaoferowała statek na sprzedaż organizacji z Hamburga. Kiedy wszystkie formalności zostały dopięte, okazało się, że statek może nie wytrzymać holowania do Hamburga, ryzyko utraty ładunku było zbyt wielkie. Wniosek mógł być tylko jeden, złomowanie!

Od wyroku uchroniła go Jack Aron Charitable Foundation, amerykańska organizacja chroniąca dziedzictwo kulturalne. Na aukcji zorganizowanej 31 października 1974 roku za kwotę 70 tysięcy funtów statek zmienił właściciela. Prawdę mówiąc, to zainteresowanie wysłużonym „Pekingiem” nie było wielkie, do rywalizacji zgłosiły się zaledwie trzy podmioty, które miały fundusze mniejsze od ostatecznego nabywcy. Sprzedaż nie oznaczała jeszcze zmiany miejsca cumowania statku. Ponad pół roku trwały prace zabezpieczające i przygotowawcze do holowania dużej jednostki przez Atlantyk. Wreszcie w lipcu następnego roku udało się przetransportować statek do Nowego Jorku, a po kolejnych kilku miesiącach adaptacji, przystosować go do nowej roli statku-muzeum. Udostępniony w 1976 roku stanął w South Street Seaport Museum na południowym Manhattanie i stał tam obok innych sław morza przez kolejne 40 lat. Na dokończenie prac renowacyjnych zabrakło jednak pieniędzy i w konsekwencji statek nigdy nie odzyskał dawnej świetności. Owszem, pomalowano go w barwach oryginalnej floty Leisza, ale takielunek nie odzyskał dawnego blasku, był ledwie atrapą pokazu kunsztu budowniczych hamburskich sprzed lat.

Pokład górny wyłożono panelami ze sklejki, zabrakło bowiem pieniędzy na restaurację  dawnego pokładu. Pokład dolny nie był udostępniany publiczności ze względu na stan techniczny. Mimo to publika waliła na statek przysłowiowymi drzwiami i oknami. Nowojorskie muzeum miało w tym czasie dwa statki żaglowe, postanowiło pozbyć się „Pekinga”, aby ratować budżet. Kilka organizacji niemieckich już od 2002 roku podejmowało negocjacje z władzami muzeum, ale zaporowa cena odstraszała chętnych. Wiedząc, że statek zostanie sprzedany, Amerykanie niewiele robili, aby utrzymywać go w należytej kondycji, o poważniejszych remontach natomiast w ogóle nie było mowy. Pewną zmianę przyniósł rok 2012, kiedy to władze nowojorskiego muzeum postanowiły oddać Niemcom statek za symboliczną kwotę, ale pod warunkiem bezpiecznego przetransportowania go do Hamburga.  W ruch poszły niemieckie kalkulatory na rządowych i fundacyjnych biurkach, wciąż potrzebna była duża kwota, zbyt duża na  możliwości niemieckiego landu. W 2015 roku podjęto decyzje o złomowaniu statku, ponieważ jego remont stał się nieopłacalny, a nabywców nie było. Strona niemiecka zaczęła znowu energicznie działać. 12 listopada 2015 roku komisja budżetowa niemieckiego  Bundestagu podjęła uchwałę o wyasygnowaniu środków na budowę muzeum morskiego w Hamburgu. Założono także, że główną atrakcją muzeum będzie odrestaurowany „Peking”. Na całość przedsięwzięcia wyasygnowano zawrotną kwotę 120 milionów euro, z czego renowacja żaglowca miała pochłonąć 32 miliony euro. Teraz prace ruszyły z kopyta. „Peking” ostatecznie został zakupiony za symboliczne 100 dolarów, przetransportowano go do Cadell Dry Dock, gdzie został poddany wstępnym pracom zachowawczym.

Zorganizowano także transatlantycki rejs półzanurzalnym statkiem „Combi Dock III” przeznaczonym do transportu jednostek morskich i w lipcu, kosztem 1 miliona euro, statek wrócił do Europy w celu dokończenia prac restauracyjnych. Trzyletnia renowacja w Wewelsfleth obejmowała niezwykle szeroki zakres prac. Wymieniono blachy kadłuba, usunięto betonową 3,5-metrową wylewkę, co trwało prawie 3 miesiące, zdemontowano i odnowiono cały takielunek, odremontowano wnętrza, przywracając im dawny wygląd z początku istnienia statku. Wymieniono wszystkie instalacje i przystosowano jednostkę do zmasowanego ruchu turystycznego. Planowany budżet został znacząco przekroczony, ale władze nowego muzeum nie ujawniają, ile ostatecznie będzie kosztowała wymagająca renowacja żaglowca.

W założeniach „Peking” nie będzie już pływał, jego losem będzie służba w charakterze statku-muzeum, a stanie przy reprezentacyjnym nabrzeżu Hamburga i nowopowstałego Stiftung Hamburg Maritimne Museum. W 2020 roku powrócił do portu położonego nieopodal stoczni, w której powstał 109 lat temu. Obecnie trwają prace przystosowujące statek do celów ekspozycyjnych, ponadto pandemia pokrzyżowała pierwotne plany udostępnienia żaglowca jesienią. Dla zwiedzających zostanie otwarty latem 2021 roku. Co ciekawe, w nieodległym Travemuende swoją służbę w podobnej roli pełni bliźniaczy „Passat”.

Podstawowe dane techniczne:

długość całkowita              115 m

długość kadłuba                97,8 m

szerokość całkowita                      14,4 m

zanurzenie                         4,7 m

tonaż                                  3.1000 grt

materiał kadłuba                stal

Posts Carousel