Odszedł Wojciech Jacobson

Odszedł Wojciech Jacobson

Bardzo trudno jest pisać o Wojciechu Jacobsonie w czasie przeszłym.

Dożył sędziwego wieku, ale pomimo gasnącej werwy pozostawał do końca człowiekiem sprawnym intelektualnie, o doskonałej pamięci i nadzwyczajnej życzliwości. Swoimi dokonaniami żeglarskimi mógłby obdzielić kilka życiorysów, ale pozostał skromnym człowiekiem, wyrozumiałym dla innych, powściągliwym w opiniach i niezwykle pomocnym kiedy prosiło się Go o opinię. Był jedynym człowiekiem, jakiego znam, który nie miał wrogów, wszyscy jak jeden mąż podkreślali jego dobroć, życzliwość i chęć pomocy. Wojtek, bo prosił, aby tak się do niego zwracać, interesował się wszystkim, co związane było z żeglarstwem. Zgromadził ogromne archiwum, którego zasobami chętnie się dzielił i cały czas je powiększał. Był żywą historią polskiego żeglarstwa, ale nie postacią pomnikową; zawsze pogodny, życzliwy, ciekawy opowieści innych, bo zawsze chętniej słuchał innych niż sam mówił. Miałem z Nim regularny kontakt e-mailowy, korespondencja z Nim to była prawdziwa przyjemność, bo zawsze starannie dobierał słowa dbając nie tylko o treść, ale także o formę swoich wypowiedzi.
Poznałem Go na Kolosach, bo został zaproszony do Kapituły podczas jednej z pierwszych edycji imprezy. Wówczas mieszkaliśmy w pokojach dwuosobowych, a ja zostałem dołączony do Niego. Miałem straszną tremę, bo znałem Go tylko z relacji prasowych i uważałem za prawdziwy żeglarski autorytet. Nie wiedziałem, jak układać się będą nasze relacje, nie bardzo też wiedziałem, jak mam Go powitać. Przyjechał wieczornym pociągiem, zapukał do drzwi, zostawił torbę i powiedział: Wojtek jestem, miło mi, że będziemy mieszkać razem. Przyznam, że kilka miesięcy zabrało mi oswojenie się z myślą, że mogę zwracać się do Niego na Ty i choć wiem, że taki był w kontaktach z innymi, uważałem to za zaszczyt.
Pracując razem w Kapitule Kolosów często wymienialiśmy poglądy, dyskutowaliśmy, czasem się spieraliśmy, ale zawsze Jego zdanie było przyjmowane z należytym szacunkiem i wszyscy się z nim liczyli. Kiedy po latach odmowy Wojtek zgodził się na uhonorowanie Go nagrodą Super Kolosa, miałem zaszczyt przygotować laudację na Jego cześć wygłaszaną ze sceny gdyńskiej hali w obecności kilku tysięcy widzów, z czym wiąże się anegdota. Stojąc przed mikrofonem trudno było mi ukryć zdenerwowanie, a Wojtek stał obok cierpliwie słuchając z kamienną twarzą. Z Jego twarzy nie mogłem wyczytać nic, zupełnie nie reagował. Pomyślałem, że laudacja została kompletnie położona, nietrafiona i chciałem zapaść się pod ziemię. Wojtek podziękował, ale słowem nie skomentował mojego wystąpienia. Dopiero po dotarciu do domu w rozmowie telefonicznej poprosił o przesłanie Mu tekstu laudacji, bo przyznał, że wskutek zdenerwowania zapomniał wyregulować aparat słuchowy i stojąc na scenie nic nie zrozumiał. Uśmialiśmy się obaj, ale Wojtek taki był, z dystansem do siebie i niesłychanym szacunkiem do innych.
Stare porzekadło mówi, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale w tym przypadku nie jest to prawda. Odszedł wielki żeglarz, wspaniały człowiek, postać historyczna w polskim żeglarstwie a zarazem człowiek wielkiej skromności i pokory. Żegnaj Wojtku

tekst laudacji na cześć Wojciecha Jacobsona : http://wodnapolska.pl/laudacja-na-czesc-wojciecha-jacobsona/

fot. Archiwum Wojciecha Jacobsona, Marek Słodownik

Posts Carousel