Z okazji 200-lecia osadnictwa na kontynencie australijskim na styczeń 1988 roku zaplanowano zlot żaglowców Tall Ships Australia.
Oczywistym było, ze do Australii popłynie „Dar Młodzieży” po dowództwem Leszka Wiktorowicza. Drogą wokół trzech przylądków z zachodu na wschód pożeglował „Dar”, „Jan z Kolna” i „Asterias”, przez Kanał Sueski „Joseph Conrad”. „Gedania”, „Nitron”, „Panorama” i „Stomil” wybrały wariant ze wschodu na zachód przez Kanał Panamski. „Nanou”, prywatny jacht, już wcześniej żeglował niespiesznie po Pacyfiku. Wszyscy mieli spotkać się w Melbourne w pierwszym porcie etapowym Tall Ships Australia ’88. Do celu spóźnił się „Jan z Kolna”, ale pozostali pożeglowali w regatach do Hobart przez Cieśninę Bassa. Sztormy w tym rejonie należą do legendarnych, załogi doświadczyły tej legendy na własnej skórze. Postój w Hobart był przepełniony imprezami towarzyszącymi, paradami, ale i remontami jednostek przed następnym skokiem – do Sydney. Aby jachty nie rozpierzchły się wcześniej, organizatorzy zaproponowali regaty na trasie nie mniej legendarnego wyścigu żeglarskiego z Sydney do Hobart, tyle, że w drugą stronę. Jachty w czasie długich rejsów musiały mierzyć się z warunkami, które potrafią zaskoczyć najlepszych żeglarzy to było wyzwanie dla wszystkich. Wśród polskich jednostek nie było typowych maszyn regatowych, mimo to nikt nie rezygnował. Wynik był sprawą drugorzędną, polskie jachty załadowane po brzegi konserwami i wyposażeniem technicznym zabranym z Australii nawet przez chwilę nie mogły konkurować z nowszymi jachtami, ale liczył się udział i walka na trudnej trasie.

Powitanie w Sydney
Najszybciej z polskich jednostek do celu w Sydney dotarł „Dar Młodzieży”, a ponieważ pod tamtejszym Harbour Bridge przeszedł na pełnych żaglach, z miejsca stał się najpopularniejszą jednostką zlotu. Jego wejście transmitowała telewizja, a nazajutrz zdjęcie z tego manewru można było oglądać dosłownie wszędzie. Inne jachty docierały do celu w swoim tempie, najwolniejszym zajęło to tydzień, ale wszyscy dotarli bezawaryjnie. Na miejscu polskie załogi były owacyjnie witane przez Polonię, gościły w domach rodaków spragnionych informacji z kraju, a w ramach rewanżu Polacy zapraszani byli na pokłady jachtów na krótkie rejsy po Zatoce Sydneyskiej.

Kulminacja Tall Ships Australia ‘88
Parada zaplanowana na 26 stycznia była pokazem wirtuozerii organizacyjnej. Na wodzie – według szacunków władz – ponad 20 tysięcy łodzi, na brzegach ponad 2 miliony widzów chcących zobaczyć rekonstrukcję wejścia do potu Słynnej Pierwszej Floty sprzed 200 lat, a następnie w ustalonym szyku na paradę ruszyły jachty zlotu. Wieczorem zaprezentowano pokaz fajerwerków, o którym mówiono, że jeszcze nigdy tak okazałego w tym mieście nie zorganizowano. Parada odbywała się w obecności brytyjskiej rodziny królewskiej (księcia Karola i księżnej Diany).

Po kulminacji zlotu wszystko wróciło do normalnego żeglarskiego rytmu. Prace remontowe, sztauowanie jachtów i kolejne jednostki opuszczały port w Sydney żegnane przez zintegrowaną społeczność. Do Polski droga byłą daleka, najszybszym jednostkom zajęła kilka miesięcy, te najwolniejsze potrzebowały jeszcze dwóch lat, aby stanąć przy swoich macierzystych kejach, a „Jan z Kolna” do kraju nie wrócił już nigdy.
„Joseph Conrad” w Australii
Obecność jachtu noszącego imię Josepha Conrada (Józefa Konrada Korzeniowskiego) była symboliczna pisarz ten wielokrotnie odwiedzał Australię jako marynarz, a jego doświadczenia z tych stron znalazły odzwierciedlenie w jego literaturze.
„Conrad” wyruszył w długą podróż z Polski specjalnie na te uroczystości, a rejs tego jachtu zorganizowano z okazji 80-lecia AZS i 30-lecia jachtu. Wyprawę, w założeniu dookoła świata, podzielono na 3 etapy, Z Gdyni do Pireusu, z Pireusu do Melbourne i z Melbourne do Gdyni. Jacht do Australii doprowadził Marcin Raciborski, powrót do Polski odbywał się pod dowództwem Andrzeja Rościszewskiego. Udział w paradzie był wyrazem uznania dla polskiej bandery i historycznych związków żeglarskich. Rejs do Australii był potężnym przedsięwzięciem logistycznym i żeglarskim, trwającym wiele miesięcy, a pamiętać trzeba, że odbywał się jeszcze w epoce PRL-u z przydziałami żywności i wieloma ograniczeniami. Kiedy ogłoszono nabór na rejs, zgłosiło się ponad 200 osób na 27 miejsc, konkurencja była więc ogromna. Do rejsu załogi przygotowywały się starannie prawie 2 lata. Ekipa powracająca do Polski, złożona z żeglarzy z całej Polski wykonała okolicznościowe koszulki, a ojciec jednego z uczestników, pan Wiktor Tołkin, zaprojektował okolicznościowy medal.

Choć największą uwagę w Australii przyciągał „Dar Młodzieży, „Joseph Conrad” godnie reprezentował polską banderę wśród mniejszych żaglowców i jachtów oceanicznych. Po zakończeniu uroczystości jednostka nie kontynuowała rejsu wokół globu przez Pacyfik, lecz skierowała się w drogę powrotną wzdłuż wschodnich i północnych wybrzeży Australii przez Cieśninę Torresa, a następnie przez Ocean Indyjski i Morze Czerwone do Egiptu. Tam rejs rozwiązano, a kolejne załogi ściągnęły jednostkę do Gdyni, co trwało jeszcze prawie 2 lata.

Powrót do Polski odbył się trasą przez Kanał Sueski, z postojami m.in. na Cyprze, w Turcji, Włoszech oraz Algierii i Hiszpanii.
Cała wyprawa trwała od 1988 do 1990 roku. Choć nie udało się zamknąć pętli wokółziemskiej, rejs ten uznaje się za jeden z najważniejszych w historii tego jachtu.









